25H

Czego nie wiesz o BlaBlaCar i Uber?

Dodano: Sierpień 12, 2015 Kategoria: E-Commerce, Odpowiedzialność Autor: Marta Kwiatkowska-Cylke

Aplikacja mobilna Uber umożliwia zamówienie transportu, ale budzi wiele wątpliwości. Jej przeciwnicy zarzucają amerykańskiej firmie, że ta unika płacenia podatku, a kierowcy jeżdżą bez licencji

Chcemy podróżować taniej i wygodniej. Szukamy rozwiązań, które pozwolą nam zamówić przewóz szybko i bez zbędnych formalności. Coraz więcej podmiotów - wychodząc naprzeciw naszym oczekiwaniom - oferuje aplikacje mobilne ułatwiające złożenie zamówienia czy umówienie się na wspólny przejazd. Niektóre modele biznesowe budzą jednak kontrowersje.

Jak działa Uber

Klient instaluje w urządzeniu mobilnym aplikację umożliwiającą kontakt z Uber; rejestruje się, wybiera trasę i po otrzymaniu wyceny zamawia kurs. Podczas rejestracji podaje dane karty kredytowej, z której ściągana jest opłata za przejazd. Tą Uber dzieli się z kierowcą.

Krótko mówiąc aplikacja Uber łączy kierowców z potencjalnymi klientami i ułatwia rozliczenia za przejazd. Podobnie działa iTaxi czy myTaxi. I nikt nie protestuje. Dlaczego wątpliwości budzi Uber?

Solą w oku są podatki i licencje. A właściwie ich brak. Kierowcą współpracującym z Uber może zostać każdy kto posiada ważne prawo jazdy, nie był karany, ma dość nowy samochód, ale nie ma na koncie mandatów. Firma nie sprawdza za to czy kierowca zdobył licencję na przewóz osób. Nie interesuje się stanem technicznym auta ani kondycją psychofizyczną kierowcy. Nie wymaga również prowadzenia działalności gospodarczej.

To rodzi problemy na gruncie prawa podatkowego oraz transportowego i budzi coraz większy sprzeciw, nie tylko korporacji taksówkarskich.

Konsekwencje poniosą kierowcy

Nie ma wątpliwości, że opisana działalność jest nastawiona na zysk. Tymczasem ani Uber ani jej współpracownicy nie płacą podatku w Polsce. Firma rozlicza się tam gdzie jest zarejestrowana, czyli w Stanach Zjednoczonych. Kierowcy, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej, prawdopodobnie w ogóle nie rozliczają uzyskiwanych przychodów.

Uber broni się, że dostarcza tylko aplikację i nie jest przewoźnikiem. Zaznacza, że klientów podwożą właściciele aut i to na nich spoczywa obowiązek spełnienia wszelkich wymogów prawnych. Firma wprowadziła do treści umowy współpracy odpowiednie zapisy, które mają na celu wyłączenie jej odpowiedzialności za działania czy zaniechania kierowców związane ze zdobyciem licencji, ubezpieczeniem i płaceniem podatków.

Tymczasem kierowcy, którzy nie odprowadzają podatku VAT i nie płacą podatku dochodowego narażają się fiskusowi. Nierozliczanie się jest przestępstwem skarbowym, zaś nieujawnione przychody opodatkowane są 75-procentową stawką.

Co na to resort finansów?

Ministerstwo Finansów uważa, że kierowcy, którzy zarabiają na przewozie osób z wykorzystaniem aplikacji Uber muszą wypełniać obowiązki wynikające z przepisów prawa podatkowego i prawa ubezpieczeń społecznych niezależnie od tego czy mają zarejestrowaną działalność. Ci, którzy jeżdżą bez licencji muszą liczyć się z tym, że kary nałoży na nich Inspekcja Transportu Drogowego. W Niemczech i Belgii zapadły już orzeczenia w podobnych sprawach.

Smartfony za kierownicą

Kierowcy w czasie jazdy używają smartfonów, po to aby być w kontakcie z klientem. Można rozważać czy nie jest to złamanie zakazu korzystania z telefonu, a wiec kolejna podstawa do nałożenia sankcji finansowych. Tym razem mandatu.

Pamiętać też trzeba o odpowiedzialności cywilnej kierowcy względem pasażera jeśli dojdzie do wypadku drogowego.

Lex Uber

Działalność kontrowersyjnej spółki skłoniła parlamentarzystów do analizy stosowanego przez nią modelu biznesowego w kontekście polskich przepisów.

W efekcie pod koniec czerwca 2015 roku posłowie PO złożyli w Sejmie projekt zmian w ustawie o transporcie drogowym. Dotyczy on m.in. wprowadzenia licencji na prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie pośrednictwa przy przewozie osób samochodem osobowym oraz taksówką, a więc w efekcie uregulowania rynku pośrednictwa i zobowiązania pośredników do płacenia podatków polskiemu fiskusowi. Celem nowelizacji jest również nałożenie na kierowców obowiązku zdobywania odpowiednich licencji.

Sharing economy

W przeciwieństwie do Uber aplikacja BlaBlaCar stawia na ideę sharing economy. To niekomercyjne dzielenie się i wymiana produktów lub usług w myśl zasady: nie trzeba posiadać, aby móc korzystać.

BlaBlaCar wychodzi z założenia, że współdzielenie samochodu nie jest źródłem dochodu dla ich posiadaczy, a ma jedynie zapewnić pokrycie części kosztów eksploatacji.

Według pkt. V ust. 2 regulaminu aplikacji „wysokość kosztu podróży winna być skalkulowana w ten sposób, iż obejmuje wyłącznie udział Pasażera we wszystkich kosztach związanych z podróżą, bez zysku dla kierowcy lub osoby trzeciej”.

Jednocześnie system pilnuje, aby kierowca nie zażądał za przejazd zbyt dużo. Kierowcy podają cenę już w ogłoszeniu.

Ministerstwo Finansów oceniając działanie aplikacji z podatkowego punktu widzenia uznało, że jest to w przeważającej mierze działalność świadczona przez podmioty prywatne, okazjonalna, która nie przynosi zysków, a więc brak jest podstaw do obciążania kierowców podatkiem dochodowym.

Z założenia nie ma tu miejsca na zysk ani na działalność licencjonowaną, choć nie można wykluczyć wyjątków.

Pasażerowie mogą w aplikacjach przebierać. Grunt, aby podejmując decyzję brali pod uwagę nie tylko cenę przejazdu, ale również m.in. własne bezpieczeństwo.

Masz pytania dotyczące tematu artykułu? Skontaktuj się z autorem.

2DM_4253b

Marta Kwiatkowska-Cylke
Adwokat
marta.kwiatkowska@lubasziwspolnicy.pl

Wykonanie Agencja Interaktywna Czarny Kod www.czarnykod.pl

Copyright by Lubasz i Wspólnicy

NULL

Używamy cookies i podobnych technologii. Uzyskujemy do nich dostęp w celach statystycznych i zapewnienia prawidłowego działania strony. Możesz określić w przeglądarce warunki przechowywania cookies i dostępu do nich. Więcej